Jak jest dobrze, chcesz lepiej. Jak jest źle, chcesz cokolwiek

Człowiek to cholernie złożona istota. Znacie kogoś, kto mówi: „Tak, mam wszystko, czego mi trzeba.”? Ja nie znam, choć chciałabym bardzo. Czuję, że przy takiej osobie wszystkie bodźce i emocje byłyby „bardziej” i „mocniej”. Jak to jest, że czego byśmy nie mieli, zawsze jest coś nie tak?

Ambicje vs rzeczywistość

Jak jest dobrze, przy znajomych przytakujemy, że tak, ale zaznaczamy, że mamy ambicje na więcej – nie chcemy przecież wyjść na mało wymagających od siebie ludzi. Poza gronem znajomych, w samotności, przyznajemy się, że ciągle i ciągle nam mało. Ciągle coś nam nie pasuje, nie odpowiada, nie zadowala w stu procentach. Większość ludzi czuje się ze swoim życiem jak w źle skrojonym ubraniu – tu wystaje nitka, tam szew jest krzywy, z tej strony wykrój jest nierówny. Jednocześnie mamy wrażenie, że nasza znajoma ma tę sukienkę prawie identyczną, ale wygląda jakoś lepiej, jakby była ze sklepu w najbogatszej dzielnicy. No ale chodzimy w tej naszej, mimo tego, że trochę drapie na plecach i uwiera przy dekolcie.

Chyba, że chwilowo nie masz na sobie nawet krzywo uszytej sukienki. Wtedy przygarnęłabyś nawet przysłowiowy worek na ziemniaki, bo przecież lepiej jest mieć jakiekolwiek okrycie. Tylko kiedy już dostaniesz ten worek, masz ochotę na coś innego. Najpierw na prostą, beżową sukienkę, potem na coś uszytego na miarę, aż w końcu marzy Ci się ta suknia wysadzana diamentami, którą widziałaś w sesji zdjęciowej Beyonce. Jednak ciężko kupić takie cacko, mając na sobie tylko worek. Na chwilę doceniasz to, że w ogóle go masz, ale za jakiś czas znowu pojawiają się myśli, że mogłabyś mieć więcej. I tak w kółko.

Być czy mieć?

Czy można mieć wszystko? Piękny dom, świetny samochód, genialną pracę i miłość życia? Czy jesteśmy w stanie zadowolić siebie samych, ale tak szczerze, a nie tylko na pokaz? Na czym polega ta gra w naszych umysłach, że ciągle i ciągle wydaje się nam, że mamy za mało? Mieszkanie – niby jest, ale dzielnica nie ta. Samochód – niby jest, ale dużo pali i brzydki ma kolor. Praca – niby jest, ale albo mało płatna, albo wyciągająca wszelkie chęci do życia. Związek – niby jest, ale facet mógłby być przystojnieszy, bogatszy, dojrzalszy.

Zastanawia mnie, gdzie jest granica między tym, czego faktycznie pragniemy, a czego wydaje się nam, że pragniemy. Do jakiego stopnia (nawet nieświadomie) uzależniamy swoje życie od tego, co widzimy na pięknych obrazkach, zdjęciach, filmach? Czy pragnąc coraz więcej gubimy po drodze drobne kawałki siebie samych? Czy kiedy zmieniają nam się ambicje i cele my sami także się zmieniamy?

Więcej, bardziej, mocniej

Zdrowym jest, że mamy ambicje – bez nich człowiek absolutnie by się nie rozwijał. Jednak mam wrażenie, że obecne czasy wykształcają w nas zbytni pęd. Wszystkiego chcemy na już. Ma być więcej, bardziej, mocniej. Nie potrafimy zadowolić się byle czym, potrzebujemy zdecydowanych i często skrajnych bodźców i emocji. Jak miłość to zabójcza. Jak seks to ostry. Jak film to trzymający w napięciu. Jak mieszkanie to duże, jak samochód to drogi, jak praca to ekscytująca.

Boję się trochę, że gubimy umiejętność odczuwania przyziemnych, delikatnych rzeczy. Jeśli jestem w błędzie – wyprowadźcie mnie z niego, będę zachwycona.

Zobacz inne:

5 komentarzy

  1. Ja z kolei mam tak, że im więcej próbuję osiągnąć tym mi mniej wychodzi. Mam dwa stany przejściowe, albo niemożebny zapierdol, kiedy chcesz wszystko na już, albo całe dnie pełne nie robienia niczego i nie myślenia o niczym. Nie potrafię jakoś wyśrodkować tych stanów.

  2. Wydaje mi się, że taki jest wpływ obecnego świata – jeśli nie chcesz więcej, to jesteś nieudacznikiem. Taka trochę wyreżyserowana presja. Trzeba zebrać się na odwagę, rozejrzeć się i dostrzec, że najlepsze rzeczy w życiu to te najprostsze i za darmo. A duży dom z ogrodem, samochód i inne rzeczy, to tylko dodatki.

  3. Na szczęście uświadomienie sobie tego to już pierwszy krok do zmiany. Rosnąca popularność stylu slow life, zainteresowanie duchowością i poszukiwaniem szczęścia wewnątrz siebie zamiast w zewnętrznym świecie przedmiotów pokazują, że da się tak po prostu być zadowolonym z tego, co się ma :) I wcale nie jest to zadowalaniem się byle czym… wręcz przeciwnie, to ta kiecka wysadzana brylantami wydaje mi się byle czym w porównaniu z tym, co można znaleźć w sobie samym, nawet w zwykłej beżowej sukience :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *