Uciec od wszystkiego

– Słyszałaś, co zrobiła K.?! – usłyszałam od progu podekscytowany ton. No tak, typowo. A. ma to w zwyczaju, że zaczyna mówić jeszcze zanim zamknie do końca drzwi od mieszkania. Chociaż nie powiem, to zdanie mnie zaintrygowało – do tego stopnia, że nie pomyślałam nawet o warknięciu, że „drzwi się zamyka”.

– Pojęcia nie mam. Ale widzę, że coś jest na rzeczy, bo rzadko reagujesz w taki sposób. Poczekaj, zrobię kawę i wszystko mi opowiesz.

Znałyśmy się z A. kupę lat. To była przyjaźń na wieki, dlatego nawet zamieszkałyśmy razem – dzięki temu wiedziałam już, kiedy faktycznie warto rzucić wszystko, żeby posłuchać, co ma do powiedzenia. Takiego przypadku jak dzisiaj jeszcze nie widziałam. Cholernie ciekawiło mnie, jaką nowinę przynosi.

– No bo słuchaj. Ty znasz K. nie od dziś. I wiesz, jaka ona jest.

– To znaczy jaka? – zapytałam.

– No… No, korpo-człowiek, umowa o pracę, kiedyś kredyt, dom, mąż i dwójka dzieci.

– Człowiek-schemat, innymi słowy.

– No właśnie.

Fakt, K. była człowiekiem, który nigdy nie czuł potrzeby „wydeptywania nowych ścieżek” ani „działania wbrew schematom”. Była przykładem idealnego dziecka (i obywatela) według moich dziadków – robiła to, co jej kazali, miała umowę o pracę, grzecznie odprowadzała podatki i chciała przyczynić się do zwalczania niżu demograficznego. Już w liceum mówili na nią „trybik”. No, była takim trybikiem w wielkiej machinie. Ale jednocześnie była jednym z niewielu ludzi, którym takie życie faktycznie odpowiadało. Czuła satysfakcję z pracy na cały etat, że ma w biurze własny stolik ze sztucznym kwiatkiem z IKEI i kredyt hipoteczny.

Tym bardziej byłam ciekawa, co też takiego nasza K. zrobiła. To nie była osoba, która potrafiła czymkolwiek zaskoczyć.

– To teraz się trzymaj, a najlepiej usiądź!

Usiadłam. Tak w razie wszelkiego wypadku.

– K. przeprowadziła się do Australii! Za facetem!

– O kurwa.

O kurwa.

O KURWA.

– Ale czekaj, jesteś pewna, że mówimy o TEJ SAMEJ K.? Tej K. z pracą w korpo i kredytem na karku?

– Dokładnie o tej samej.

– O kurwa.

– Wiem, też w to nie wierzyłam. I bym nie wierzyła, gdyby nie powiedziała mi o tym jej własna matka.

– A skąd Ty znasz jej matkę?

– Chodziła z moją do szkoły, czasami do nas wpada.

– Ah, w porządku. I co powiedziała dokładnie?

– No w zasadzie to była zaskoczona bardziej, niż my razem wzięte. Tym bardziej, że u nich w domu nikt nigdy K. takich poglądów nie wpajał – ona tak sama z siebie, całe życie ułożone z góry. No i wszyscy wiedzieli, że była przeciwko takiemu wyjeżdżaniu za granicę, bo przecież naszą gospodarkę trzeba ratować, a jak może mieć stałą posadę, to tym bardziej trzeba w tym pomóc. Facetów kilku miała, ale żadnego tak na poważnie – każdego z nich ciągnęło w świat. Zresztą, jak wszyscy teraz. No, i ta sama K. stwierdziła w ciągu tygodnia, że składa wypowiedzenie, pakuje manatki i wyjeżdża na drugi koniec świata.

– Ale czekaj, tak o, z dnia na dzień? Mówiłaś, że pojechała za facetem.

– No. Jej matka mówiła, że poznali się przez pracę. Bo ona pracowała w międzynarodowej firmie i on akurat przyjechał do Polski w delegację – jakiś wyższy stanowiskiem manager. I z tą naszą K. złapali dobry kontakt, poszli kilka razy na kolację, po tygodniu przyprowadziła go do domu. I stwierdziła, że wyjeżdża razem z nim. A wiesz, co jest najlepsze?

– W tej historii? Pojęcia nie mam.

– Powiedziała rodzicom, że tak naprawdę to całe życie udawała. Tak bardzo chciała wyjść poza schematy, że zaczęła udawać. Udawać to, przeciwko czemu jest teraz większość naszego pokolenia. Bo wszyscy chcą wyjeżdżać, robić karierę i spełniać się zawodowo. Ona chcąc robić jeszcze bardziej na przekór zatoczyła koło i musiała udawać, że taka posadka ją satysfakcjonuje. Że przyjazd tego faceta to był dla niej jak grom z jasnego nieba, że w końcu przejrzała na oczy. Że od dłuższego czasu chciała rzucić to wszystko w cholerę i zacząć życie od nowa.

– I wyszła na tym lepiej, niż my wszyscy razem wzięci. My chcemy, zabieramy się do tego, ale coś nam to nie idzie.

– No właśnie. A ona po prostu spakowała manatki i uciekła na drugi koniec świata. Uciekła od wszystkiego.

– Zazdroszczę jej.

– Nie Ty jedna. Większość z nas chciałaby uciec od swojego życia. Uciec od wszystkiego.

Zobacz inne:

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *