Recenzja: Lancôme Teint Idole Ultra 24h

Przychodzę z obiecaną recenzją podkładu :) Dzisiaj coś z trochę wyższej półki: Lancôme Teint Idole Ultra 24h.

Po 8 latach badań marka Lancôme przedstawia swój pierwszy podkład zapewniający efekt 24-godzinnej* perfekcji makijażu. Dzięki technologi EternalSoft, podkład Teint Idole Ultra 24h walczy z oznakami zmęczenia. Bez konieczności poprawy makijażu, cera pozostaje wygładzona, ujednolicona i nieskazitelna. Teint Idole Ultra 24h zapewnia nieodparte poczucie komfortu. Jego nowa i świeża konsystencja sprawia, że podkład idealnie dopasowuje się do koloru skóry pozostawiając ją gładką, aksamitną i matową, bez efektu pudrowego. Nietłusty. Nie powoduje efektu maski. Nie powoduje powstawania zaskórników.

Przed zakupem przeczytałam o nim sporo opinii – chciałam upewnić się, że podkład tak renomowanej firmy faktycznie jest lepszy, niż te drogeryjne. Większość recenzji była pozytywna, dlatego się na niego zdecydowałam. Miałam nadzieję, że w końcu trafię na podkład idealny, bo takowego niestety jeszcze nie udało mi się znaleźć. Szukam czegoś średnio kryjącego, matującego, ale i nawilżającego zarazem. Byłam przekonana, że Lancôme spełni swoje zadanie.

Niestety, nie do końca. Muszę przyznać, że przy pierwszym użyciu byłam po prostu zachwycona: świetna konsystencja, którą idealnie rozprowadza się po twarzy (czy to pędzlem, czy nawet palcami), kolor dobrany świetnie, nie stworzył efektu maski, ale jednocześnie miał naprawdę przyjemne krycie – mam problemy z przebarwieniami na policzkach, ładnie je zakrył; z grubsza dał sobie radę nawet z cieniami pod oczami. Całkiem przyjemny, różany zapach (choć mógłby ulatniać się szybciej – czułam go nawet dłuższy czas po nałożeniu).  No i początkowo dokładnie to, czego szukałam: zmatowił strefę T, a nawilżył suchą skórę na policzkach. Cieszyłam się jak dziecko, bo byłam pewna, że w końcu trafiłam na ten jedyny, najlepszy podkład, i będę mieć spokój z kolejnymi żmudnymi poszukiwaniami.

O, jakże się zawiodłam! Wyszłam zadowolona na uczelnię – miałam mało zajęć, czyli idealnie tyle, aby przekonać się, jak podkład sobie radzi – jeśli dobrze, to po kilku godzinach ze spokojem można to stwierdzić, a jeśli źle – nie będę cały dzień chodzić świecąca etc. :D Wróciłam do domu, poszłam do łazienki, i mój zachwyt niestety uleciał szybko: ten podkład nijak ma się do mojej skóry w przetłuszczających się miejscach. O ile na „normalnych” partiach twarzy był bez zarzutu (wytrzymał potem do wieczora, nie ścierając się), to strefa T wołała o pomstę do nieba. Zaraz po nałożeniu matowa, rozszerzone pory były całkiem ładnie zakryte – tak po kilku godzinach świeciłam się jak latarnia, a pory były strasznie podkreślone. Niestety, ale u mnie kompletnie się nie sprawdził – aby wyglądać w miarę dobrze, musiałabym pamiętać o pudrze chyba co pół godziny. Dobrze, że przy jego testowaniu nie było upału – wtedy chyba bym się całkowicie rozpłynęła ;)

Nie mówię, że ten podkład jest zły – jest po prostu całkowicie nieprzystosowany do mojej skóry. Jeśli nie miałabym takiego problemu z przetłuszczaniem się skóry, pokochałabym go całkiem mocno. Niestety – swojego ideału muszę jeszcze poszukać.

1466064_324204931060517_7998844957852906409_n

Zobacz inne:

4 komentarze

  1. czyli i mnie by nie podpasował… bo mam cerę mieszaną, raczej tłustą. A tyle pozytywnych opini czytałam, że właśnie do takiej nadaje się idealnie…

    1. Też czytałam sporo takich opinii, dlatego się skusiłam. Chociaż może to faktycznie wina mojej skóry – mimo kremu matującego, a na podkład takowego pudru – nie ruszę się z domu bez bibułek matujących, idą w ruch po ok. 2 godzinach… :<

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *