Palisz się czy się wypalasz?

Dzwonek do drzwi. Podchodzę szybkim krokiem, ślizgając się w kapciach po świeżo pastowanej podłodze. Zaglądam przez wizjer – to Magda, z butelką wina w dłoni. 15 minut przed czasem. Uf, dobrze, że posprzątałam wcześniej. Otwieram.

– Cześć! Dobrze wyglądasz! – nachyla się i całuje mnie w policzek.

– A, dziękuję. Nowa praca dobrze mi służy.

– No i świetnie! U mnie też ostatnio wszystko się układa – odpowiada z uśmiechem. Ale takim prawdziwym, bo jej oczy też się śmieją.

Idziemy na balkon. Jest początek maja i w końcu wieczory są na tyle ciepłe, że bez obaw przed odmrożeniem tyłka można spokojnie posiedzieć przy lampce wina. Albo dwóch. Ewentualnie siedmiu. Nowy zestaw mebli, delikatne lampiony i otaczające nas doniczki z lawendą były perfekcyjną scenerią.

– Ale tu u Ciebie pięknie! – Magda nie kryła zachwytu. Sama byłam zachwycona, a jeszcze bardziej dumna, bo wszystko to ogarnęłam sama.

– Wiesz, w sumie to mi przygotowanie całości zajęło ze dwa dni łącznie. Kupiłam meble, w ogrodniczym lawendę i doniczki, poprzesadzałam, znalazłam lampiony, poprzyczepiałam – i tak mam teraz idealny kącik do pisania wieczorami.

– Pisania, powiadasz. – zerknęła na mnie w wymowny sposób.

– Pisania, pisania. Nie mam teraz głowy do facetów.

– Nie do końca umiem to zrozumieć, ale ok.

Zadzwonił jej telefon. Przeprosiła i weszła do pokoju, odbierając. Usłyszałam tylko „Co się stało, kochanie?”

*

Magda była z Tomkiem ponad dwa lata. Jak boga kocham, nigdy nie widziałam tak szczęśliwej pary. Ba, wcześniej już byłam niedowiarkiem, jeśli chodzi o prawdziwą miłość. Byłam prawie pewna, że to tylko wymysł pisarzy i muzyków, żeby zmącić ludziom w głowach. Dopóki Magda nie poznała Tomka, a ja na własne oczy nie zobaczyłam, że to faktycznie może tak działać.

Byli ode mnie kilka lat starsi. Magda, wysoka 29-latka, odpowiadająca za marketing w jednej z większych modowych marek. Tomek, całkiem przystojny 32-latek, programista freelancer. Poznali się na którymś spotkaniu naszej standardowej grupy znajomych – z Magdą znałam się kupę lat i zawsze szłyśmy razem, Tomka przyprowadził nasz dobry znajomy. Wręcz książkowy przykład: od razu wpadli sobie w oko, umówili się na kawę w weekend, po miesiącu zaczęli oficjalnie być parą, po 4 miesiącach się zaręczyli. Datę ślubu mieli zaplanowaną na sierpień.

Od samego początku się świetnie dogrywali. Ona lubiła kawę, on też. On uwielbiał czytać fantastykę, ona też. Oboje kochali filmy Woody’ego Allena i klasyczny jazz. Seks był perfekcyjny. Byli szczęśliwi. Cholernie szczęśliwi.

*

Wcześniej Magda przez 5 lat była w związku, który ją dusił. Cały czas próbowała wmówić sobie, że jest dobrze. Z pozoru było – znali się praktycznie od zawsze, razem mieszkali, razem robili zakupy, razem planowali wakacje. Ale Magda czuła, że nie jest to facet, w którym się zakochała. Tamten był taki, że mogłaby bez zastanowienia wsiąść w pociąg i pojechać z nim na drugi koniec świata. Ot tak. Ten tutaj był nudny, nie wiedział, czego chce od życia, albo siedział w domu, albo wychodził na piwo.

Magda jednak nie potrafiła się rozstać. No bo przecież trzeba doceniać to, co się ma. Miała do kogo się przytulić wieczorem, miał kto jej zrobić herbatę, kiedy wracała zmęczona, miał kto ją pocałować w czoło. Jednak czuła, że coś jest nie tak. Ona chciała od życia więcej, ale przy nim nie umiała się do tego zabrać. Czuła gdzieś w głębi, że chyba ciągnie ją w dół, ale nie chciała tego przyznać na głos.

*

Pamiętam jedną naszą rozmowę z tego etapu.

– Wiesz, bo ja bym chciała czegoś… innego.

– Czegoś innego?

– No, jakby Ci to wytłumaczyć. Cholera, chciałabym kogoś, z kim to życie nie jest chujowe, tylko ekscytujące. Kogoś, przy kim nawet najcięższe problemy są jakieś lżejsze. Kogoś, przy kim czuję się zajebiście ładna i kobieca. Kogoś, kto złapie mnie mocno za rękę i wyciągnie na podbój świata. A nie kogoś, kto ciągle siedzi w domu. Mi się wszystkiego przy nim odechciewa.

– To zmień to. Wyrwij się, bo zanim się obejrzysz to się wypalisz i nici będą z Twoich wszystkich planów i marzeń.

– Łatwo mówić, trudniej zrobić. Mam tak rzucić całe obecne życie? Tak o, już?

– A dobrze Ci w nim?

– Za cholerę.

– To nad czym Ty się jeszcze zastanawiasz?

*

Z myśli wyrwał mnie powrót Magdy na balkon.

– Przepraszam Cię, Tomek dzwonił.

– Tak, słyszałam.

– Wiesz, bo jest na wyjeździe z pracy i chciał powiedzieć, że mnie kocha. Tak po prostu. Nawet nie wiesz, jakie to jest miłe!

– Uwierz, potrafię sobie wyobrazić.

– Po tamtym związku byłam przekonana, że już nigdy nie będę umiała z kimś być, że nigdy się nie zakocham. A okazało się, że można. Cholera, nie wiedziałam, że mogę być taka szczęśliwa.

*

Zazdrościłam jej. I byłam dumna, że oderwała się od tego życia, które wypalało ją od środka. Miło było patrzeć, jak z Tomkiem rozpalają nowe ognisko i ciągle dorzucają do niego drewna.

Zobacz inne:

3 komentarze

  1. Zazdrościłam jej ,a także byłam dumna, że oderwała się od tego życia, które spalało ją od środka. Miło było patrzeć, jak z Tomkiem rozpalają nowe ognisko, dokładają do paleniska drewna, w kominie aż huczy gdy zawieje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *