Operacje plastyczne celebrytów

Gdzie nie spojrzymy, tam wszędzie, dosłownie wszędzie widnieją nagłówki w stylu „XXX przeszła kolejną operację plastyczną!” albo „XXX powiększyła sobie piersi! Mamy zdjęcia!”. Najgorsze jest to, że wcale nie trzeba czytać portali plotkarskich, żeby mieć możliwość bliższego zaznajomienia się z (często sztuczną) anatomią gwiazd. A, przepraszam – celebrytów. Bo w zasadzie duża część tych osób nie zasłynęła żadnym talentem i wzięła się nie wiadomo skąd. Ani po co. Jednak widocznie żyjemy w takich czasach, że pokazując powiększone piersi w obcisłej bluzce albo wydymając nowe usta do zdjęć na ściance, można zyskać miano celebryty i osoby znanej. A patrząc na to, jak sprzedają się takie tematy – nowym „gwiazdom” z pewnością zwracają się koszty zabiegów, które przeszły, a śmiem nawet twierdzić, że stać ich na kolejne. W zasadzie, niezły biznes – robisz sobie biust, a dzięki temu stać Cię na poprawienie nosa. Kurczę, trzeba mieć łeb do interesów ;) Właśnie, swoją drogą – zauważyliście, że najczęstszym tematem jest powiększanie piersi? Czy aż do tego stopnia lubimy włazić do ludzkiej intymności? Czy to po prostu kolejny zabieg medialny, mający na celu pokazać, że „wszystko jest dla ludzi”?
A tak na serio: czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak często można natknąć się na tę tematykę? Dlaczego ona w ogóle istnieje w mediach? Bo tego, że istnieje medycyna plastyczna, nie można negować. Jednak idzie chyba w złym kierunku. Stworzona została głównie po to, aby pomagać ludziom, czy to z wadami wrodzonymi, czy po wypadkach. Miała pomagać żyć im w społeczeństwie, a nie wpychać się do niego nowymi implantami, dającymi rozmiar DD. Miało być dobrze, wyszło jak zwykle.
Zastanawia mnie, jakim cudem ta tematyka nie pojawia się już tylko na portalach plotkarskich, na których w zasadzie i tak nie można przeczytać nic inteligentnego, ale także w serwisach, które wcześniej uznawałam za dość wiarygodne i raczej „normalne”. Nawet logując się na pocztę na WP muszę przejść przez stronę główną – na 99% trafię na jakiś smakowity kąsek dotyczący celebrytów. Serio ludzie to czytają? Serio?
Pytanie: dlaczego? Chwilę się nad tym zastanowiłam i w zasadzie odpowiedź jest banalnie prosta. Ludzie mają to do siebie, że zazdroszczą innym, jeśli mają lepiej, ale jeśli cokolwiek wskazuje na to, że wcale tak nie jest – czują satysfakcję, że chociaż w czymkolwiek są lepsi. Więc tematyka poprawiania urody jest genialnym tworem dla marketingu. Co sprzeda się lepiej, niż własna satysfakcja? Ludzie łakną takich tematów, bo sami mogą poczuć się lepiej. Skoro nawet wielkie (albo i nie do końca) gwiazdy robią wszystko, żeby poprawić swoją urodę, to znaczy, że nie czują się do końca dobrze w swoich ciałach! Wiadomo, każdy narzeka na swój wygląd, w mniejszym czy w większym stopniu, ale czy braliście kiedykolwiek pod uwagę medycynę estetyczną? Wiadomo, rzuci się czasami coś w stylu „Kurczę, poprawiłabym nos”. Ale ile osób mówi to na serio? Więc jeśli my sobie jakoś z tym radzimy, a celebryci nie potrafią – w pewnym sensie jesteśmy od nich lepsi! Lubimy czytać o cudzych błędach i porażkach, więc poprawianie natury ewidentnie wskazuje na nieumiejętność poradzenia sobie z obecnym stanem rzeczy. To bardzo prosty zabieg psychologiczny – widząc takie artykuły myślimy: „Kurczę, taka ładna dziewczyna, ma wszystko – pieniądze, sławę, faceta – po co powiększyła sobie piersi? To przecież bez sensu. Ale jeśli ona, mając takie życie, i tak musiała coś poprawić – musi mieć chyba jakiś problem z psychiką”. A już chyba najczęściej czytanymi artykułami z tej tematyki są oczywiście wpadki. Jeden tytuł, który najbardziej mnie rozśmieszył: „XXX „PRZESUNĘŁY SIĘ SUTKI”… Przesadziła z operacjami?”. No po prostu padłam. Chyba już naprawdę jedni nie mają o czym pisać, a drudzy czytać. Jak tu nie dziwić się potem, że duża część osób nie chce przyznać się do tego, że przeszła jakikolwiek zabieg medycyny estetycznej?
Wiadomo – duża część osób nie może sobie pozwolić na takie zabiegi ze względów finansowych. Jednak tej kwestii dotykać nie będę, bo nie o niej chcę mówić. Chcę zwrócić uwagę na to, jak dalece zaszła medialna manipulacja, której poddają się nawet znane osoby. Jakie kanony piękna powstały i obowiązują w naszych czasach. Nawet ładne kobiety coś w sobie poprawiają, bo mniejsze zabiegi są coraz bardziej dostępne. Medycyna estetyczna wśród mężczyzn też przestała być tematem tabu. Gwiazdy wręcz prześcigają się w ilości wizyt w klinikach, a portale tylko na tym zarabiają. Proszę, wpiszcie sobie zwyczajne „operacje plastyczne” w Google – wyskoczą Wam nawet otagowane tak podstrony!
Ja rozumiem, że znane osoby ze starszego pokolenia chcą chociaż w jakimś stopniu zatrzymać upływający czas. Do pewnego momentu – ok, mogę to jakoś zrozumieć. Pewnie sama za 30 lat zacznę myśleć o tym, czy nie wypełnić sobie zmarszczek tu czy tam. Ale po co pchają się do klinik medycyny estetycznej młode osoby? Czy odczuwamy aż taką presję otoczenia? W USA jest ogrom gwiazd w moim wieku. Co chwilę widzę powiększanie biustu czy ust. Nie mogę tylko pojąć, po co. Przeraża mnie trochę to, w którą stronę zmierzamy. Bo skoro już teraz młode dziewczyny źle czują się w swoich ciałach, co będzie działo się za 10 czy 20 lat, w następnym pokoleniu? Czy botoks i liposukcja na prezent urodzinowy 10-latki będą na porządku dziennym?
Z jednej strony, wszystko jest dla ludzi. Jeśli ktoś aż tak źle czuje się w swoim ciele, że wstydzi się społeczeństwa – to faktycznie jest ratunek. Ale w przypadku poprawiania urody, żeby próbować doganiać dziwne i nierealne kanony piękna, jestem na nie. A co Wy sądzicie na ten temat?

Zobacz inne:

11 komentarzy

  1. Nie mogę się z Tobą zgodzić, medycyna estetyczna nie powstała, żeby „pomagać” ludziom wrócić do normalnego życia, tylko po to, aby każdy kto tego chce, mógł sobie poprawić urodę i nie uważam tego za coś dziwnego. Sama na pewno będę korzystała w przyszłości z takich zabiegów. Natomiast pisanie o tym i rozdmuchiwanie takich pierdół to już zupełnie inna sprawa, średnio mnie obchodzi, że rzeczona XXX powiększyła sobie cyce :P dziennikarze powinni się zająć czymś pożytecznym ;)

  2. No właśnie, operacje miały ratować życia, naprawiać to, co szpetne. Wtedy jestem na tak, bardzo na tak! Gdybym była po wypadku, gdyby coś się wydarzyło – super, że jest coś takiego jak operacja plastyczna, ale tak z własnej woli powiększać piersi, robić liposukcje, wstrzykiwać jakieś chemikalia – o nie, dziękuję bardzo, nie bawi mnie to. Natura mnie nie pokarała na tyle, żeby sztucznie się upiększać, wystarczy mi to, co mam, a to co mi przeszkadza to pozbędę się tego naturalnymi metodami i ciężką pracą fizyczną ;)

      1. W tej kwestii to akurat nie mam na co narzekać, a nawet nie odmówiłabym lekkiego pomniejszenia, bo jakby nie było to dodatkowy ciężar do dźwigania :P Ale zostaję przy tym co mam, bo kasę, która by na to poszła, wolę przeznaczyć, chociażby na podróże ;)

  3. O tych sutkach to nawet wiem, jaką celerbities masz na myśli… Żenada. Najbardziej bawi mnie, kiedy ktoś nie chce się przyznać do operacji. Albo kilka kobitek, które wyglądają niemal identycznie… Jakby wyszły spod ręki tego samego chirurga bądź dały na wzór to samo zdjęcie :D ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *