Odwalcie się od mojego talerza

Dlaczego ludzie tak bardzo czują potrzebę pouczania i mówienia nam, co jest dobre, a co jest be? Nawet, jeśli chodzi o tak błahą stosunkowo rzecz, jak żarcie. No kaman, ogarnijcie się.

Myślałam, że wraz z rozwojem popularności wszelakich odmian diet – wegetariańskiej, wegańskiej, bezglutenowej i miliona innych – świadomość i nastawienie ludzi po prostu się zmieni. Że się rozwinie i rozmowy o tym będą przeprowadzane na totalnie neutralnym gruncie. Zamiast tego widzę coraz więcej gównoburz. Szczególnie w Internecie.

Dlaczego nie można podejść do tego w sposób „Jesz, co chcesz”? Dlaczego ma mnie obchodzić to, że ktoś nie je mięsa i ryb, inny wcina tylko owoce i warzywa, a jeszcze kolejny jest na diecie bezglutenowej? No, co mi do tego? Tylko tyle, że mogę dowiedzieć się z czystej ciekawości, jak wygląda uzupełnianie niezbędnych wartości odżywczych, albo poznać nowe, fajne i smaczne przepisy. Może nawet takie, które na stałe wprowadzę do swojego jadłospisu, żeby odżywiać się lepiej.

Ale jak widzę najazdy mięsożerców na wegetarian, to dosłownie się trzęsę. „Jak tak możesz, ja bym nie mógł”, „Człowiek to mięsożerca!1!oneone”, „To niezdrowe, na bank masz niedobory białka i anemię” i moje ulubione, kierowane do wege-facetów: „Wegetarianin? Ale to pedalskie”. Kurwa, sama jestem fanką wszystkiego, co z mięsem, ale cholera – dlaczego mam obrażać kogoś tylko dlatego, że nie je tego, co ja? W ogóle powinniśmy strzelać w ryj za jakiekolwiek różniące się od naszych poglądy, o.

Smutne jest, że to wszystko działa też w drugą stronę. Ile ja się nie nasłuchałam pytań o to, jak mogę w ogóle jeść mięso, przecież to było kiedyś żywe zwierzątko (no shit, Sherlock), że nie kocham i nie dbam o zwierzątka, że gdybym zobaczyła, w jakich warunkach są trzymane i jak wygląda ubój, to by mi się odechciało. Ej, ale wiesz, że ja to wiem? I jedzenie mięsa to mój świadomy wybór, tak samo jak Twój o tym, że Ty go nie jesz. Proste. To samo tyczy się wszelkich produktów przetworzonych, fast-food’ów i białego pieczywa. Jem, bo lubię, bo mi to smakuje, bo mogę. Ty analogicznie możesz tego nie jeść, więc nie wiem, w czym jest problem.

Przestańmy nawracać się nawzajem i włazić z buciorami w nieswoje talerze. To i tak nic nie zmieni, serio.

Zobacz inne:

9 komentarzy

  1. Jestem weganką, wybór taki podjęłam z empatii dla zwierząt, więc logiczne, że chciałabym, by jak najmniej zwierząt cierpiało i było zabijanych po to, żeby je na ten przykład zjeść, staram się promować weganizm jak mogę, tylko, że… no właśnie, nie robię tego tak jak Ty mówisz – wpieprzając się w czyjś talerz, krzywiąc na widok schabowego i nazywając kogoś mordercą, bo je mięso… To jest moim zdaniem zwyczajne buractwo, a poza tym i tak w ten sposób weganizmu się nie wypromuje, tylko raczej właśnie zniechęci kogoś do niego. Ja staram się po prostu pokazywać swoim znajomym (a na blogu również i nieznajomym) fajną stronę roślinnej diety, to, że nie żywię się tylko trawą i powietrzem. Gdy spotykam się ze znajomymi, staram się to robić w wege knajpach (jeśli idziemy na obiad) czy kawiarniach vegan friendly (jeśli idziemy na kawę, znajomych to w żaden sposób nie razi, wręcz przeciwnie, lubią to, są otwarci na nowe smaki i nowe opcje, poza tym jak zapraszam ich do siebie, to też zawsze coś pysznego wegańskiego serwuję, podrzucę czasem komuś jakąś domową pastę do chlebka, przyniosę do pracy coś pysznego i wszystkich poczęstuję… To jest moim zdaniem dobry sposób propagowania takiego stylu życia, a nie jakieś oszołomstwo, które tylko szkodzi idei weganizmu. Sama przecież kiedyś też jadłam mięso i inne produkty odzwierzęce i dobrze dotąd pamiętam, jak mi na nerwy takie oszolomy działały…

  2. Jestem wegetarianką prawie całe życie i nigdy nie przyszło mi do głowy komentować schabowego na talerzu sąsiada. Jednym słowem w pełni się zgadzam z Twoimi słowami :)

  3. Raz w życiu spotkałam takiego „wojującego” wegetarianina, który powiedział, że jeżeli jemy zwierzęta to powinniśmy jeść i ludzi, bo ludzie to też zwierzęta. Tak, to jest ten człowiek, przez którego mięsożercy biorą wegetarian za oszołomów. Koleś dosłownie wpieprzał się w mój talerz, mówiąc, że to jak z aborcją i on nie może być obojętny na krzywdę, którą wyrządzamy zwierzętom.

  4. Teraz już nikt na szczęście mnie nie zaczepia, ale zawsze mam prostą odpowiedź jak ktoś chce mnie na wegetarianizm nawrócić – rośliny też czują, temat się kończy i nie wraca.

    1. Nie zostało udowodnione naukowo, że rosliny czują ból;). Nie posiadaja takich organow jak mozg, nerwy itp. wiec ten argument kuleje :D Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *