O tym, jak wzięłam sprawy we własne ręce.

sprawy we własne ręce

Ile razy nie zrobiłeś czegoś, bo „ludzie będą gadać”? Ile razy przed dużym krokiem powstrzymywało Cię przyzwyczajenie do obecnego życia? Ile razy najzwyklejszy w świecie strach?

Ten wpis dotyczy bardzo ważnego dla mnie tematu. Ważnego do tego stopnia, że doświadczycie dzisiaj prywaty, co często się nie zdarza. Chcę jednak powiedzieć Wam coś o temacie, który z pozoru jest bardzo powszechny i oczywisty, ale o którym nie myśli się głębiej, póki samemu się go nie dotknie.

Przez całe swoje życie będziecie słyszeć rady, które będą albo tak bezsensowne, albo tak zawistne, że zwyczajnie możecie mieć je w dupie. Opinię o Twoim życiu i wyborach każdy będzie miał inną: babcia, daleka ciocia czy zaznajomiona z nimi pan Krysia z warzywniaka. Jednak to nie one mają przed sobą ładnych parędziesiąt lat, które muszą przeżyć w zajebisty sposób. Żeby potem na stare lata nie być takie, jak one – wypowiadające się na każdy temat (a już w szczególności na ten, o którym nie mają zielonego pojęcia), specjalistki od życia, dla których praca po 8 godzin na pełnym etacie za 1500zł to szczyt luksusu. Nie, nie chcesz mieć takiej mentalności, uwierz mi. Dlatego musisz pamiętać, że są decyzje, które musisz podjąć w zgodzie tylko z samym sobą.

Jedną z takich decyzji podjęłam 2 dni temu. Postanowiłam rzucić studia, które mnie kompletnie nie interesowały, nie wiązałam z nimi przyszłości i męczyłam się jak cholera. Po prostu wiedza tam przekazywana była dla mnie tak abstrakcyjna, że nie widziałam dalszego sensu studiowania. Z zamiarem tym nosiłam się w zasadzie gdzieś pół roku, ale ciągle nie mogłam spiąć się w sobie i powiedzieć „dość!’. Bo co na to rodzina, bo sama na to poszłam, bo zmarnuję rok, bo co robić dalej, bo studia dają złudne poczucie bezpieczeństwa. Wakacje prawie minęły, a z każdym dniem przybliżającym mnie do nowego roku akademickiego rosło moje przerażenie i niechęć do mojego kierunku. Usiadłam sama ze sobą i przemyślałam to mocno. Czy wiążę z tym przyszłość? Czy z licencjatem albo magistrem będę o krok dalej, niż teraz? Czy zdobędę doświadczenie, które mi się przyda? Na wszystkie pytania odpowiedź była jednoznaczna. To nie jest kierunek dla mnie. I chociaż przez pół roku nie mogłam się na to odważyć, to w końcu udało mi się podjąć tę decyzję. I wiecie, co? Czuję tak ogromną ulgę, jak jeszcze nigdy.

Wiem, że teraz nie będzie prościej: obrałam sobie za cel pójście do pracy na etat i studiowanie zaoczne. Tym razem dziennikarstwa, na które strasznie chciałam pójść, ale nie miałam wymaganej matury. Teraz jestem dobrej myśli, bo będę mogła iść w kierunku, który naprawdę mnie interesuje. A w międzyczasie uczyć się także praktycznych rzeczy, które dadzą mi cenne doświadczenie. Boję się, ale jednocześnie jestem podekscytowana. Jakie to fajne, nie czuć się jak w klatce!

Dlatego jeszcze raz mówię: nie bójcie się robić dużych kroków w życiu. Mogą okazać się tymi najlepszymi.

Zobacz inne:

13 komentarzy

  1. Też zmieniałam syudia, tylko, żę ja rzuciałam swoje po pół roku. Nie czekałam z deccyzją bo nie widizałam dalszego sensu poprzednich studi. A teraz także zaczynam dziennikarstwo! :)

    Anita-mishmashwardrobe

  2. Gratuluję odwagi :3 Jestem zdania, że jeśli mamy studiować coś, co nas nie interesuje lub nie studiować wcale to lepiej wybrać to drugie. Życzę powodzenia :D

  3. Heh,
    a ja zdecydowałem się na rok przerwy po liceum, żeby zdać odpowiednie przedmioty i popoprawiać matury, żeby mieć przed sobą lepszą przyszłość niż rysowała się teraz.
    Koledzy i koleżanki poszli na studia, żeby pójść, w większości bez głębszego zastanowienia – tak jak mówisz, czuli to bezpieczeństwo.
    To nie dla mnie. Zrezygnowałem z pójścia na politechnikę, na kierunek, który nie był dla mnie i czekam rok :) Zaplanowałem już wszystko, uczę się od lipca i widzę ogromne postępy, dlatego zachęcam do dokładnego przeanalizowania swojego dotychczasowego życia.
    Gap year nie gryzie, a babcia nie ma racji, jeżeli wmawia Ci, że poszedłeś do liceum i nie masz przed sobą przyszłości, a lepiej było obrać dobrą zawodówkę w znajomej pipidówie. :P

    Miły blog. :)
    Pozrawiam,
    Mateusz.

    1. Dlatego ja nie przejmuję się, że mam 2 lata do tyłu, to jeszcze nie jest tragedia :) (dwa dlatego, że po LO też miałam gap year, tylko nie na poprawę matur, a na szkołę policealną:)). Życzę powodzenia! :)

  4. Szczerze mówiąc to jesteś świetnym człowiekiem. Ja nigdy w życiu nie miałabym odwagi zrobić tak odważnego kroku w swoim życiu. Życzę Ci wszystkiego dobrego :)

  5. Witam! Podoba mi się ten wpis, masz rację, w życiu należy robić to co dla nas ważne i daje przede wszystkim satysfakcje. Nie warto patrzeć na to co powiedzą inni- oni za nas życia nie przeżyją, a przecież chodzi o to żeby być szczęśliwym!
    Trzymam kciuki za pracę i studia- wierzę, że Ci się uda :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie: http://secretsoundsofsoul.blogspot.com/

  6. Ja tak mam z prawem, kierunkiem, po którym nie ma się wspaniałych perspektyw, ale że kiedyś to było moje marzenie (bańka zaczęła pryskać na trzecim roku), a że niewiele zostało mi do końca…

    1. Najlepsze jest to, że dziadkowie (a nawet i rodzice) dalej są święcie przekonani, że prawo, zaraz obok medycyny, to najlepszy kierunek, jaki można obrać :) Ja bardzo się cieszę, że decyzję podjęłam właśnie teraz – gdybym odkryła to później, tak jak Ty, pewnie nie zrezygnowałabym, dokładnie z tych samych względów… Jednak młodzi jesteśmy, i tak możemy dużo zrobić! :)

      1. Właśnie ten młodzieńczy zapał przekonują mnie jednak, że lepiej np. prawo niż socjologia czy inny humanistyczny kierunek, a że znam angielski, niemiecki i norweski to chyba nie będzie aż tak źle i na Burberry będę mogła sobie pozwolić. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *