Nie chciałabym mieszkania od państwa

Wiem, wypowiedzi na ten temat było już dużo. Ale jak ja nie interesuję się polityką, tak tutaj muszę dorzucić coś od siebie.

Zacznijmy od tego, że jestem człowiekiem totalnie apolitycznym. Wiem, że to nie do końca dobre i nie ma się czym chwalić, no ale tak po prostu jest i tyle. I tutaj nawet nie chodzi o to, że miałabym problem, aby ustosunkować się do którychkolwiek poglądów – ja nawet nie wiem, która partia co reprezentuje. Serio. Jeśli znajdzie się wśród czytelników ktoś, kto zechce wyjaśnić laikowi politycznemu, o co w tym wszystkim chodzi – koniecznie niech odezwie się na fejsie ;)

I jak o polityce naprawdę nie wiem nic, tak doskonale wiem, czego oczekuję od życia. I na pewno nie jest to mieszkanie od państwa. Kompletnie nie rozumiem burzy, jaka powstała po wypowiedzi Komorowskiego. Ludzie oburzają się na to, że w końcu powiedział… prawdę? Ok, może mógł to ubrać w trochę inne słowa, ale kontekst przecież zostałby dokładnie taki sam.

Zgodzę się, że o pracę nie jest łatwo – ale tylko wtedy, kiedy myślisz, że wszystko ci się należy. Jak jest się studentem po 5 latach imprezowania i ślizgania się z roku na rok, trzymając w ręku papier, ale mając mniej doświadczenia niż uczniowie technikum – wybacz, ale czego oczekujesz? Że dostaniesz 10k na rękę i poklepanie po głowie za to, że skończyłeś studia? Kaman, obudź się. Żeby wymagać czegokolwiek na rynku pracy najpierw trzeba coś faktycznie umieć, mieć doświadczenie i przede wszystkim – wnosić coś przydatnego do firmy. Bo za to, że odbierzesz telefon albo zaparzysz kawę, ewentualnie przepiszesz tekst do Worda, nikt nie zapłaci Ci więcej, niż najniższej krajowej (a to i tak, jak będziesz miał spore szczęście). Czasami trzeba schować honor, odpuścić zabawę i ostro popracować przez jakiś czas. Ale potem zwróci Ci się to wszystko z nawiązką, więc gra warta jest świeczki.

Mając ogromne oczekiwania w porównaniu do zerowych umiejętności – nie dziwię się, że młodzi ludzie boją się życia. Myślą, że wszystko im się należy z przydziału. A jakby wysłać ich w przeszłość, żeby pożyli chociaż przez tydzień w czasach komuny, po powrocie dziękowaliby, że mają możliwości rozwoju właśnie teraz. I przestaliby jęczeć, że w tym kraju nic się nie da. Da się, tylko trzeba spiąć pośladki, postawić sobie poprzeczkę naprawdę wysoko i trochę pozapierdalać.

Zarabiając 2 tysiące w życiu nie pomyślałabym o kupnie mieszkania. Zarabiając 5 też nie. W ogóle o czymś takim zaczęłabym myśleć dopiero wtedy, kiedy zdołałabym odłożyć na ten cel gotówkę, mniej więcej w ciągu roku. Nie chcę zaciągać kredytów, bo życie w spłacanym mieszkaniu jest jedną z gorszych rzeczy ever. Budzisz się co rano i wiesz, że tak naprawdę łózko, w którym śpisz wcale nie jest Twoje, biurko, przy którym pracujesz też nie, a i kuchenka, na której przygotowujesz sobie żarcie również należy do banku. Wybaczcie, ale stojąc między opcją kredytu a wynajmowaniem mieszkania, zdecydowanie poszłabym w tę drugą stronę. Też nie jest się na własnym, ale nie ma się tej świadomości, że wisi nad Twoją głową bank. Bank to korporacja, a właściciel mieszkania to drugi człowiek, z którym zawsze można się dogadać. A do tego nie jestem osobą, która przywiązuje się do miejsc, więc branie kredytu na spłacanie miejsca, z którego się nie będę mogła ruszyć, jest dla mnie słabą opcją.

A mieszkania od państwa nie chciałabym z jednego bardzo prostego powodu: chcę sama sobie na nie zapracować. Chcę wiedzieć, że przy otwieraniu drzwi wchodzę do SWOJEGO domu, nie darowanego czy spłacanego przez 30 najbliższych lat. Chcę mieć coś, co jest moje i tylko moje dzięki ciężkiej pracy i latach nauki wielu rzeczy. Możemy wymagać dużo – ale wymagajmy najpierw od siebie, a dopiero potem od innych.

Zobacz inne:

12 komentarzy

  1. Zgadzam się. Trzeba zapracować na cokolwiek co się ma. Jeśli nie jest się „znajomkiem, córką czy kochanką” – czego nienawidzę, co gwarantuje wysokie zarobki od 1 dnia pracy, to trzeba ciężko pracować. Póki co poza doświadczeniem brak im klasy i godności. Podczas studiów jakoś udało mi się znaleźć pracę. Dziś już minęło od tego czasu z 10 lat i uważam że sporo osiągnęłam. Choć to dla mnie ciągle za mało. Zaczynało się od zera. Ale tak to wygląda. Nawet jak się rodzimy to uczymy się na początku chodzić, mówić. Od razu „Pana Tadeusza” nie piszemy. Niektórzy o tym zapominają. A co do mieszkania. Też nie wyobrażam sobie spłacać do go końca życia. Nie wiem co będzie za 10 lat. Dziś jestem tu, jutro tam. Nie wiem jak się moje życie potoczy. Więc „posiadam”, bo mieszkać gdzieś trzeba. Marzę o innym, ale nie wyobrażam sobie „posiadania na kredyt”. I kupię je tam, gdzie będę pewna swojego losu. nawet nie wiem jak by miało wyglądać otrzymanie mieszkania od państwa. Jakby było w mieście tam gdzie chcę,to dlaczego nie? Tylko pytanie, czy to miasto jest aby na pewno w Polsce ;)))

  2. Bo Polakom się jakoś tak utarło, że własne mieszkanie to minimum egzystencji. A mieszkanie na własność to już bardziej luksus niż coś niezbędnego do życia. Problem w tym, że na zachodzie Europy w posiadanie mieszkania wchodzi się głównie poprzez dziedziczenie i mało kto decyduje się na zakup, a wynajem jest czymś zupełnie normalnym. U nas po prostu trzeba mieć mieszkanie, nawet w kredycie na dwieście lat…

  3. Dla mnie to ogromna niedorzeczność, kiedy ludzie oczekują od państwa mieszkania bądź znalezienia pracy itp. Rolą państwa nie jest zapewnienie jednostce dostatniego życia. Jakość naszego życia zależy tylko od nas… Rolą państwa jest natomiast stwarzanie tylko pewnych narzędzi i mechanizmów – „ułatwiających życie obywatela”, np. uproszczenie, bądź zmniejszenie biurokracji, udogodnienia dla przedsiębiorców. Państwo nie ma jednak wpływu na nasze wybory i decyzje.

    1. Dokładnie! Znalezienie pracy to już w ogóle śmiech na sali i uważam, że pretensje mają o to tylko osoby, które nie potrafią w życie. Aczkolwiek, jak mówisz – udogodnień dla ludzi chcących prowadzić własny biznes nie ma żadnych. Są tylko kłody i skrzętnie pozakrywane pułapki.

      1. Mając jednocześnie na uwadze, że to właśnie przedsiębiorcy tworzą miejsca pracy, co wpływa korzystnie na naszą gospodarkę, a utrudnienia w postaci skomplikowanego prawa podatkowego, dużych opłat administracyjnych zwłaszcza dla początkującego przedsiębiorcy w dużym stopniu utrudniają mu efektywny rozwój działalności, a w konsekwencji więc państwo i tak na tym traci. Mam jednak nadzieję, że kiedyś to się zmieni:)

    1. Tylko wiesz, jest różnica między świadomością, że masz przed sobą spłacanie kredytu przez 30 lat i bank nad sobą, a możliwością zmiany mieszkania, jak coś nie pasuje :) Tak czy siak płacisz, ale wg mnie wynajmowane mieszkanie to większy komfort, niż użeranie się z kredytem :)

      1. ale kiedy już spłacisz za sto lat to będzie twoje, a wynajmowane nigdy, chociaż też płacisz.
        ja tam bym nie miała nic przeciwko, jakbym dostała mieszkanie od państwa. ale jak nie dostaję też nie złorzeczę ani nie wpadam w depresję.

        1. Wiesz, może też inaczej na to patrzę, bo… ja w zasadzie nie czuję potrzeby posiadania własnego mieszkania :) Wiem, że w życiu będę przerzucać się z kraju do kraju, więc kupno mieszkania byłoby po prostu czystą głupotą, bo stałoby puste :)

    2. Wszystko ma swoje wady i zalety. Chcesz mieć własne mieszkanie kupuj. Chcesz wynajmować wynajmuj. Ale nie licz na to, że zarabiając 2000 złotych odłożysz na własne mieszkanie i nie będziesz zmuszony wziąć kredytu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *