Masz w sobie wiarę

Z pewnością kojarzysz taki moment, kiedy masz ochotę rzucić wszystkie swoje marzenia i cele w kąt. Albo głęboko na dno szafy, obok starych, zmechaconych swetrów i pudeł pełnych rzeczy, które „na pewno się jeszcze kiedyś przydadzą”. Co jakiś czas w życiu każdego z nas pojawia się taka chwila, kiedy odnosisz wrażenie, że czego byś nie robił, od tych marzeń tylko się oddalasz. Że ciągle robisz dwa kroki w tył, a cel staje się coraz mniejszym punktem na horyzoncie, który powoli zaczynasz tracić z oczu.

Muszę Cię uprzedzić: jeśli postanowisz wrzucić marzenia na dno tej głębokiej szafy, staną się tak samo zmechacone, jak dawno nienoszone swetry. I tak samo zakurzone, jak te bibeloty w pudłach. A jeśli kiedyś najdzie Cię ochota na ich odświeżenie, już nigdy nie będą takie same – Twoim oczom ukażą się wyblakłe plany, w niektórych miejscach przetarte przez czas. I choćbyś nie wiem jak się starał, żeby przywrócić im pierwotny stan, będzie ciężko. Bardzo, bardzo ciężko.

Doskonale wiem, jak czuje się człowiek w takim momencie. Niby ilu z nas ma to szczęście, że może spełniać swoje marzenia ot tak, pstrykając palcami? Rzecz jasna, mówię tutaj o tych większych marzeniach, które wymagają zaangażowania, poświęcenia, czasu, a nierzadko i nakładów finansowych. Nie każdego z nas los tak hojnie obdarował, aby mieć wszystko, czego zapragnie. Jednak uważam, że bycie w tej grupie zabiera pewną satysfakcję z osiągania celów. Bo jeśli droga jest prosta, nie wiedzie pod górę i nie ma na niej zbyt wielu uskoków – to co to za wyczyn dojść do jej końca?

Ludzie, którzy muszą się postarać aby coś osiągnąć, są według mnie szczęściarzami. Choć w tych chwilach, o których mówiłam wyżej, kompletnie się tak nie wydaje – to uwierzcie mi, wiem co mówię.

Pozwólcie, że porównam to do ćwiczeń albo biegania. Sama jestem osobą, która absolutnie nie robi tego regularnie, ot, kiedy najdzie mnie ochota (albo wyrzuty sumienia po kolejnej zjedzonej czekoladzie). Kiedy już zabierzecie się za te brzuszki, przysiady czy jogging, na końcu czujecie zmęczenie, ale i satysfakcję. Ogromną satysfakcję, że pokonaliście swoje lenistwo i niechęć.

Dokładnie tak samo jest z dążeniem do swoich marzeń. Trzeba mieć ogromne pokłady cierpliwości, zaparcia i – przede wszystkim – wiary we własne możliwości. Jeśli masz wiarę. masz wszystko.

Idź i spełniaj swoje marzenia. Nie porzucaj ich na dnie szafy, żeby wypłowiały. Potem może być już za późno.

Trzymam za Ciebie kciuki.


Sylwia Koladyńska

  • Habibi

    Wpis miałby większą siłę przebicia jakbyś dała coś o własnych marzeniach, tak to brzmisz trochę jak typowy bloger lifestylowy :P