Mam proste marzenia

Moje marzenia są proste. Nie potrzebuję rzeczy nie z tego świata, bo najbardziej pragnę tych zwykłych, całkowicie przyziemnych. Czy to źle?

Rozmawiam czasami ze znajomymi o marzeniach. Bo każdy jakieś ma. Większe czy mniejsze – ale towarzyszą nam zawsze. W zasadzie gdyby nie marzenia, nie mielibyśmy życiowych celów, nie wiedzielibyśmy, w którą stronę iść – bo jeśli nie masz określonego punktu końcowego, to skąd masz wiedzieć, gdzie jest ten początkowy?

Książki, filmy, muzyka. Oprócz miłości to właśnie marzenia najbardziej wpływają na decyzje, to dzięki nim tworzą się historie. Są marzenia skomplikowane, ale są też te najprostsze.

Czy to źle mieć proste marzenia?

Ja takie mam. Proste, zwyczajne, może oklepane. Milion na koncie przed trzydziestką, zwiedzenie jak największej ilości państw, własne mieszkanie na nowojorskim Manhattanie. Praca w określonym zawodzie. Oświadczyny w Paryżu. Osobna garderoba w mieszkaniu. I wiele, wiele innych – totalnie przyziemnych. Nie czuję potrzeby wynalezienia leku na raka, nie czuję potrzeby podróży w kosmos, nie czuję potrzeby wpisania się na listę osób, które w jakiś sposób przyczyniły się do ocalenia świata.

Czasami, kiedy słyszę o takich marzeniach, czuję krótkie ukłucie w sercu. Że może za mało od siebie wymagam, że może powinnam widzieć świat pod innym kątem, że może jestem za prosta, żeby mieć bardziej skomplikowane marzenia.

A potem pukam się w czoło.

Cudze marzenia są cudze. Czy jest jakikolwiek sens udawać przed samym sobą, że pragnie się czegoś, do czego dąży inny człowiek? To bez sensu.

Żyjesz własnym życiem, wydreptujesz swoją własną ścieżkę. Może być bardziej kręta, może być mniej. Ale to ścieżka, na której znajdziesz wyłącznie swoje ślady. Niczyje inne.

I o to chodzi w marzeniach. Cel jest ważny, ale nie najważniejszy. Najważniejsza jest tutaj droga, którą przemierzysz, żeby znaleźć się w punkcie końcowym – nauczysz się znajdować najmniej wyboiste miejsca do przemierzenia, zobaczysz, że zbaczanie w złym kierunku nie zawsze kończy się zagubieniem, a przede wszystkim dowiesz się, jak długo umiesz wytrwać sam w sobie.

Nie wstydźmy się mieć prostych marzeń. Większe czy mniejsze, ale to one nadają jakiś sens naszemu życiu :)

Zobacz inne:

8 komentarzy

  1. Mam podobne marzenie do Ciebie a propos podróżowania – być na każdym kontynencie co najmniej raz :) Uwielbiam podróżować, poznawać ludzi i inne kultury.
    Masz rację, marzenia są sprawą indywidualną, dla jednych są bardzo wyszukane, a dla innych proste. Bo takie właśnie powinno być życie :)

  2. Czasami zdanie sobie sprawy z tego czego się naprawdę chce jest długą drogą. Kiedyś moim największym marzeniem była roczna podróż dookoła świata a gdy powoli zaczęłam to marzenie realizować okazało się, że to jednak nie jest to czego chcę. Podróże owszem, ale rok bez bezpośredniego kontaktu z rodziną to nie dla mnie. Moje największe marzenie i jednocześnie najtrudniejsze w realizacji to być szczęśliwą bo aby być szczęśliwym trzeba przede wszystkim zmierzyć się z samym sobą.

  3. często ludzie ignorują pewne pragnienia, bo nie są wystarczająco „duże”, „poważne” albo „dorosłe”. ale przecież jak czegoś się chce to się chce – i nieważne, czy ktoś nas za to wyśmieje, ważne, że jest się świadomym samego siebie.

  4. Twoje marzenia dla kogoś innego mogą wydawać się wielkie. Ja wiele razy słyszałam, że biorąc pod uwagę to z jakiej rodziny pochodzę czy ile zarabiam, to nie ma opcji żebym pojechała do Kalifornii kiedykolwiek. A dla mnie to takie samo marzenie jak pracowanie w zawodzie, który lubię. Tylko po prostu na niektóre marzenia potrzeba trochę więcej czasu. A z tym, że każdy ma swoje marzenia to absolutnie prawda. Niech sobie każdy żyje po swojemu. Najważniejsze żebyśmy byli szczęśliwi :)

  5. Tylko trzeba mieć cały czas w głowie, że jeśli nasze marzenia nie są wielkie, to wielkich osiągnięć też nie ma się co spodziewać. Nie mówię, że nie posiadanie wielkich marzeń to coś złego, nie każdy musi je mieć. Jednemu wystarczy 30 metrowa klitka inny chce willi z basenem i tyle.

  6. „Najważniejsza jest tutaj droga, którą przemierzysz, żeby znaleźć się w punkcie końcowym – nauczysz się znajdować najmniej wyboiste miejsca do przemierzenia, zobaczysz, że zbaczanie w złym kierunku nie zawsze kończy się zagubieniem, a przede wszystkim dowiesz się, jak długo umiesz wytrwać sam w sobie.”

    To jest doskonałe!

    Pozdrawiam

    M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *