Kłamstwa, które zabijają Twoją produktywność.

produktywność

Ty też to znasz. Ten moment, kiedy nie umiesz absolutnie nic stworzyć, nic wymyślić, nic zorganizować. Jakie kłamstwa, mówione samym sobie, zabijają naszą produktywność?

Przyznaj: wszyscy kłamiemy. To nigdy nie jest dobrym wyjściem, ale zdarza się każdemu. Czasami możemy wyrządzić tym sobie więcej szkody, niż się spodziewamy. Szczególnie tymi słowami, które narzucamy sobie sami, często na co dzień. Jakie są największe kłamstwa, które utrudniają nasze postępy i uniemożliwiają osiągnięcie wybranych celów? Nawet nie spodziewacie się, jak prosta jest odpowiedź ;)

1. Nie mam czasu.

Co za bujda. To najczęstsza wymówka wszechczasów. Jeśli nie śpisz, czujesz, że Twoje serducho bije i masz tlen w płucach – to tak, masz czas. Nawet, jeśli wydaje Ci się, że tak nie jest.

No bo spójrz: jeśli awans w pracy wymaga większego poświęcenia, to będziesz przychodzić wcześniej i wychodzić dopiero, kiedy wszyscy opuszczą swoje stanowiska. Jeśli utrata wagi jest Twoim celem, to zrobisz wszystko, żeby go osiągnąć. Jeśli chcesz się czegoś nauczyć, idziesz na kurs albo czytasz odpowiednią literaturę.

Słowem: ludzie wytrenowali swoje mózgi tak, aby robić rzeczy, które są niezbędne do poprawy jakości życia. Jeśli siedzisz cały dzień nic nie robiąc, wcinając chipsy i scrollując fejsa po raz tysięczny – nie możesz powiedzieć mi, że starasz się być lepszym. Bo nie starasz. Ty masz to zwyczajnie w dupie.

Działania są ważniejsze od słów. Jesteśmy tak zaprogramowani, że wszystko układamy i planujemy, aby mieć czas na rzeczy dla nas ważne. Doba każdej osoby na świecie ma dokładnie tyle samo godzin. Musisz tylko umiejętnie nimi zarządzać. Więc przestań pieprzyć, że nie masz czasu. Masz go, tylko musisz ruszyć głową.

2. „Jest ok”.

Ej, nie ma na świecie osoby, która chociaż raz nie skłamałaby z odpowiedzią na pytanie: „Co u Ciebie?”. W zasadzie robimy to nagminnie. Po co otwarcie mówić, że coś jest nie tak, jak można krótko skłamać i mieć to już za sobą? Prawie zawsze mamy na głowie coś, czego nie potrafimy sami rozgryźć. Siedzi to coś w umyśle i nie daje spokoju. A czemu nie podzielimy się problemem z kimś innym, kto będzie w stanie nam pomóc go rozwiązać?

Ponieważ boimy się przyznać, że czegoś nie wiemy. Usilnie staramy się pokazywać, że jesteśmy wszechwiedzący i potrafimy sami rozwiązać każdy problem. W zasadzie, można to nazwać mechanizmem obronnym. Czy jest jednak sens psucia sobie zdrowia, zarówno psychicznego, jak i fizycznego?

Są takie momenty w życiu, kiedy jesteśmy do tego stopnia przytłoczeni problemami, informacjami, obowiązkami, że zwyczajnie nie dajemy sobie z nimi rady. Mamy za dużo na głowie, więc nie wiemy, od czego zacząć. To powoli zabija naszą produktywność, a kółko samoistnie się zamyka.

Najlepiej jest wtedy po prostu z kimś porozmawiać. Wyrzucić z siebie wszystkie emocje, które się w nas gnieżdżą, oczyścić umysł, dać sobie odpocząć choć na chwilę. Nie będziesz musiał radzić sobie z tym wszystkim sam – zobaczysz, że chęci do pracy wrócą szybciej, niż się tego spodziewasz.

3. „Muszę…”

Zrobić to. Ogarnąć tamto. Pójść tam. Zmienić coś. Przyznaj, ile razy chciałeś się za coś zabrać, ale coś… poszło nie tak? Ten zwrot kontroluje sporą część naszego życia. Nawet tę codzienną – wstajesz rano, jesz śniadanie, po drodze układając sobie w głowie „Plan na dziś”. Ile z niego realizujesz?

Słowo „muszę” oddziałuje na nas negatywnie. Czujemy się zmuszeni do czegoś, nawet jeśli chodzi o tak proste czynności, jak zrobienie prania czy oddanie książek do biblioteki. A nikt nie lubi być kontrolowany czy zmuszany do czegokolwiek. Dlatego najlepszą opcją jest zamiana słowa „muszę” na „chcę”.

Dlaczego? Słowo to jest odbierane mniej stresująco, działa jako zachęta. Odczuwamy wtedy coś jako konieczność, ale z pozytywnym dla nas skutkiem. „Chcę pójść na siłownię, bo wtedy lepiej się czuję i dobrze wyglądam”, nie „Muszę iść na siłownię”. Bardzo prosta sztuczka na oszukanie naszego mózgu. A ile dobrego może zdziałać ;)

Jeśli przychodzą Wam na myśl inne kłamstwa, które mogą zabijać naszą produktywność – koniecznie podrzućcie je w komentarzach. A jak tekst się podoba, udostępniajcie, będzie miło i będę Was lubić. Buzi!

Zobacz inne:

30 komentarzy

    1. Dokładnie! Kiedy sami nie potrafimy zorganizować czasu, ciągle wydaje się nam, że go nie ma. A trzeba tylko umieć oddzielić i wywalić z naszego plany rzeczy totalnie niepotrzebne i nagle doba wydłuża się nam o kilka godzin :D

  1. Bezpodstawne rzucanie „Nie mam czasu” staram się wyeliminować. Nie zwracałam uwagi na „Muszę”, ale może faktycznie jak zamienię je na „chcę” czy „powinnam” realizacja planu pójdzie lepiej. Najgorzej z „Jest OK”, bo zaraz zapala się lampka „A kogo interesują Twoje problemy ?!” Świetny tekst. Pozdrawiam.

  2. Podoba mi się ten trick z zamianą „muszę” na „powininnam”. Od razu mi to lepiej zabrzmiało w głowie, aż się uśmiechnęłam. Dziękuję! Może nawet zrobię to, co dziś powinnam ;)

  3. Świetne ;) Tzn. nie wiem czy można uznać to za kłamstwa, bo człowiek naturalnie potrzebuje odpoczynku i zrzucenia odpowiedzialności, bo by zwariował- motyw obronny. Ale fajnie jest mieć tego świadomość i wyciągnąć wnioski ;)

  4. Bardzo fajnie napisane. Aktualnie borykam się z „nicmisięniechceniem”, a jak czytam takie teksty to jakoś motywacja wraca :)

  5. Mi przychodzi do głowy kilka:
    Nie Umiem Jeszcze Wszystkiego,
    Brak Czasu.
    Czekanie Na Dogodne Okoliczności.
    Ośmieszę Się.
    Obawa Przed Sukcesem.
    Za Długo To Potrwa.

  6. Twoje słowa otwierają oczy. Najbardziej nie lubię mówić, że coś :muszę” wtedy na prawdę nic mi nie wychodzi, a kiedy zamieniam to na „chcę” nagle zaczyna się udawać i to bez względu na okoliczności.

  7. Zamiana słowa „muszę” na „powinienem” nie jest rozwiązaniem, to prawie żadna różnica. Rozwiązaniem jest zamiana na słowo „chcę” – to jest dowód na to, że motywacja została przestawiona z zewnętrznej na wewnętrzną.

  8. jestem za głupia, jestem za słaba, nie dam rady – słowa, które padają tylko z ust kobiet. Wystarczy jedno z tych trzech, by skutecznie uniemożliwić sobie wykonanie zadania. Jeśli chodzi o „co u Ciebie” to zazwyczaj ten kto zadał to pytanie wcale nie jest zainteresowany szczerą odpowiedzią, czego dowodem przy negatywnym opisie jest tekst „ej, weź nie narzekaj” :)

    1. Może mimo tego, że walczymy ze stereotypami, to gdzieś w naszej podświadomości dalej ciąży to, że to facet jest ten lepszy i silniejszy? Takie odnoszę wrażenie :)
      Co do drugiego – jest w tym trochę racji, chociaż nie uznawałbym tego za normę ;)

  9. „to i tak nic nie da” – większość ludzi uważa, że jak coś nie przyniesie efektu po 1-3 dniach, to nie opłaca się tego robić… po co iść na siłownię? po co zadbać o swoje włosy? po co wyjść na rower? przecież po jednym dniu „to i tak nic nie da”….
    „Nie warto próbować, i tak nie zajdę tak daleko jak on” – każdy kiedyś zaczynał prowadzić bloga, ćwiczyć, nawet uczyć się czytać… Nikomu nie przyszło to ot tak, ale najlepiej jest się porównywać z innymi i już na samym początku zniechęcić się na tyle, żeby w ogóle czegoś nie zacząć robić.
    Do szału doprowadza mnie coś takiego… Nie wiem jak w twoim otoczeniu, ale w moim większość osób potrafi narzekać jak to nie jest źle, ale po powrocie ze szkoły siadają do laptopa i NIC nie robią. Ale jeśli już ktoś inny coś robi, to najlepiej jak pojadą po nim jak po łysej kobyle…
    Na szczęście są wśród nich osoby, które zamiast mnie zachęcają do działania i dodatkowo wspierają. ;)
    Tekst naprawdę świetny i w 100% zgadzam się z twoimi przykładami! ;)
    Pozdrawiam

  10. Unikałabym określeń „masz to w dupie” bądź „przestań pieprzyć”, jednak mimo iż jest to swego rodzaju pamiętnik, używałabym mniej bezpośrednich określeń. Poza tym wpis super, widzę postęp, widzę jak się rozwijasz, aż miło się czyta, pisz dalej, bloguj dalej, będę dalej wiernie obserwować, pozdrawiam :)

Odpowiedz na „Aleksandra OlszewskaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *