„Kino, szybkie piwo, jeszcze szybsza miłość”

Jesteśmy pokoleniem, które żyje w tempie, którego nasi dziadkowie nawet nie potrafią sobie wyobrazić. Pokoleniem, które codziennie pochłania taką dawkę informacji, jaką średniowieczni ludzie pochłaniali w rok. Pokoleniem, które nie czuje ukłuć miliona bodźców – bo każdy z nich trwa zaledwie parę chwil. Nie przywiązujemy więc do nich zbyt dużej wagi. Czy szybkie życie jest złe? Nie wiem. Czy obdarcie z wielkich emocji wpływa na nas negatywnie? Na pewno.

To nie jest tak, że neguję tempo dzisiejszych czasów. No dobra, może trochę, bo czasami nie wyrabiam. Ale raczej przyjmuję je jako coś, co po prostu mnie otacza, zbytnio się nad tym nie zastanawiając. Jesteśmy takim pokoleniem, które bierze wszystko pełnymi garściami – czy złe, czy dobre. Nie zagłębiamy się zbytnio w ciągi przyczynowo-skutkowe, po prostu bierzemy na klatę to, czym częstuje nas życie.

Żyjemy szybko, wrzucając na Instagram zdjęcie szybko pitego piwa; chodzimy na szybkie zakupy, żeby szybko wyrzucić tę sukienkę, z której zrobiła się szmata po dwóch noszeniach; szybko lądujemy w obcym łóżku, żeby rano szybko ukradkiem się wymknąć; szybko się zakochujemy i szybko porzucamy.

Czy żyjąc w takim tempie gubimy umiejętność przeżywania mocniej? Może to tempo jest tylko tarczą, którą zasłaniamy się przed ciosami z zewnątrz? A może próbujemy na swój sposób wyrazić to, co czujemy? Jak to zgrabnie ujął Taco: „Jestem głosem pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia, mimo to relacjonuje wszystko, wszystkie posiedzenia,  każde wyjście, kino, szybkie piwo, jeszcze szybszą miłość.”

Może tak naprawdę styl życia naszego pokolenia jest próbą swoistego manifestu? Żyjemy całkowicie inaczej niż nasi rodzice, nie mówiąc o dziadkach. Wszystko toczy się wokół „tu i teraz”. Szybko podejmujemy decyzje i szybko działamy. Emocje pokazujemy po sobie zdawkowo, nie pozwalając prawie nikomu na poznanie nas tak naprawdę. Żyjemy kolorowymi drinkami na Instagramie, nowym selfie na Fejsie, celnie napisanym zdaniem na Twitterze.

Sama tak żyję. Nie mówię, że to moja cała codzienność, ale jest dla mnie czymś absolutnie normalnym, że gadam do telefonu idąc po ulicy, nagrywając snapy; że robię zdjęcie, kiedy widzę coś ciekawego; że próbuję kreować swój świat chociaż w małym stopniu. Nasze pokolenie nie żyje źle, żyje po prostu inaczej. Ale faktem jest, że do powiedzenia mamy niewiele – dlatego wyrażamy to zdjęciami, muzyką, słowami przelanymi na wirtualny papier.

Zobacz inne:

3 komentarze

  1. szybkie tempo życia jest zabójcze, bo wiąże się z ogromnym stresem (generowanym przez to właśnie poczucie, że trzeba szybko bo czekają inne rzeczy do zrobienia) – sama się o tym przekonałam bardzo dobitnie, pewnego dnia wylądowałam na SOR-ze, a po szybkich badaniach na stole operacyjnym, bo pękł mi wrzód (a nawet nie wiedziałam, że mam wrzody, szkoda czasu mi było na lekarzy, ból brzucha zwalałam na stres i zażerałam tabletkami albo przesypiałam). choroba wrzodowa to jednak tylko jedno z wieeelu możliwych następstw takiego pędu, dlatego lepiej zwolnić, wychillować i uświadomić sobie, że odpoczynek też jest BARDZO potrzebny, ale nie odpoczynek instant, gdy myśli wciąż gnają wariackim tempem, tylko prawdziwy relaks.

  2. W szybkie życie wciągnęłam się na tyle, że nawet ciężko mi sobie wyobrazić jak wygląda takie wolniejsze. Mimo to, podoba mi się zapisywanie wspomnień na Snapie i lajkowanie porannej kawy koleżanek. O pisaniu w internecie nie wspomnę.

  3. Mnie nie boli szybkie życie, ale boli mnie fakt, że to szybkie życie staje się obowiązkiem. Jeśli ktoś żyje inaczej, wolniej, po swojemu – jest narażony na społeczną nagonkę. Bo przecież nie spełnia wymagań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *