Czym tak naprawdę jest feminizm i dlaczego ludzie go nie rozumieją?

Feminizm. Temat, który otacza nas  każdej strony, a jednak nadal zastraszająco niska liczba osób wie, o co tak naprawdę chodzi. Dlaczego?

W naszym kraju feminizm kojarzy się głównie negatywnie. Nie wiem, czy media malują go w zły sposób, czy ludzie są zbyt uparci, żeby zrozumieć tę ideę. Utarły się w naszej rzeczywistości przekonania o feminizmie, które przyjmują nawet osoby młode – a powinny przecież mieć otwarte umysły i nie zamykać się w klatkach utkanych ze stereotypów. Może obracam się w złym towarzystwie, bo ogrom osób z mojego pokolenia potrafi jedynie wyśmiać feminizm, nawet nie próbując go zrozumieć. To, delikatnie rzecz ujmując, dość przerażające.

Zacznijmy od tego, że wiedzę o feminizmie w większości dostarczają media, które – jak wiadomo – działają na zasadzie szokowania i podawania wybiórczych informacji. Kończy się to przekonaniem, że feministki to „brzydkie i grube baby, co biegają z gołymi cyckami i próbują czegoś dowieść”. No cholera. Co poszło nie tak? Ręce mi opadają, kiedy słyszę standardowe agumenty pod tytułem „Feminizm kończy się tam, gdzie trzeba wnieść lodówkę na trzecie piętro” albo „Jak tak chcesz równości, to idź zapieprzaj do kopalni”. Ludzie, wy tak na serio?

Gwoli ścisłości – przez długi czas sama trwałam w niewiedzy serwowanej mi przez media. Ale gdzieś coś usłyszałam, gdzieś coś przeczytałam i stwierdziłam, że czas najwyższy dowiedzieć się dokładnie, o co chodzi w feminizmie. I wiecie co? Chodzi dokładnie o to, o czym mówimy na co dzień – tylko nie nazywamy tego wprost. Najgorsze jest to, że często faceci czują mniejszy opór przed przyznaniem, iż są feministami, niż kobiety. Zobaczcie, co sądzą na ten temat dwaj naprawdę fajni goście:

Paweł Opydo, zombiesamurai.pl

„Feminizm to ruch dążący do równouprawnienia kobiet. Czyli do równych praw dla kobiet i mężczyzn, co jest z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu często mylone z dominacją kobiet. A ludzie nie rozumieją go bo używają słów, których znaczenia nie znają. Poza tym bezmyślnie powtarzają non stop wyświechtane bzdury o wnoszeniu lodówek na szóste piętro – breaking news, lodówek nie wnosi się penisem, nie chodzi o płeć tylko o siłę fizyczną. Jasne, często są skorelowane, ale kaman, chodzi o to że trzeba mieć odpowiednie mięśnie żeby coś zrobić, a nie być odpowiedniej płci. Ja jestem chłopcem i też nie przeniosę lodówki dalej niż pół metra. Serio, to jest raczej oczywiste i ludzie, którzy tego nie kumają są debilami.”

Krzysztof Kotkowicz, kotkowicz.pl

„Bawią mnie osoby, a zwłaszcza kobiety, które w ironiczny sposób wypowiadają się na temat feminizmu. Tak jak moja ex-, którą uświadamiałem przez ponad godzinę, że gdyby nie feminizm, to nie mogłaby prowadzić kariery naukowej, udzielać się publicznie, czy też chociażby głosować. Niestety, mam też świadomość tego, jak wiele jest jeszcze do zrobienia – wierzę w to, że kobiety mają pełne prawo by decydować o stosowaniu antykoncepcji i aborcji, że nie wolno obwiniać kobiety za to że została pobita, czy też zgwałcona, oraz w to że można tego dokonać przy użyciu dialogu, a nie kuriozalnej walki, opierającej się głównie na zmianie języka i obwinianiu mężczyzn o wszelkie niepowodzenia kobiet.”

Dziewczyny, wyobraźcie sobie sytuację: zostajecie zatrudnione w małej, 10-osobowej firmie. Pierwszego dnia w pracy słyszycie „Jesteś ostatnią kobietą, którą zatrudniam, bo wy nie umiecie pracować”, a potem jesteście w tej firmie przez 4 miesiące i zarabiacie średnio 1,75 raza mniej, niż reszta, czyli sami faceci. Czujecie oburzenie? Czujecie wzbierający w Was gniew na usłyszane zdanie i całą sytuację? Wiecie, że kobiety wcale nie pracują gorzej i chcecie to pokazać? Tak, to właśnie feminizm.

Bardzo dużo ludzi jest przekonanych, że feministki chcą być wywyższane. Nie, feminizm nie jest nienawiścią do mężczyzn. Jest dążeniem do tego, żeby przestano traktować kobiety jako osoby gorsze w jakimkolwiek stopniu. Jako osoby słabsze. Żeby kobiety nie bały przyznać się do jakiegokolwiek błędu, żeby był pewne, że nie zostaną potem potraktowane jak małe dziecko. Żeby nie wstydziły się mówić na głos, co myślą. Żeby wyeliminować dwuznaczne słowa i molestowanie. Żeby kobiety mogły cieszyć się swoją seksualnością, nie bojąc się osądzania. Żeby były pewne, że są bezpieczne.

Kobiety nie powinny bać się mężczyzn, tak samo, jak mężczyźni nie powinni bać się kobiet. Mowa tu nie tylko o aspekcie czysto fizycznym, ale o dosłownie każdej płaszczyźnie życia – zawodowej, naukowej, politycznej czy seksualnej. To, że kobiety są dopuszczane do głosu, nie umniejsza w niczym żadnemu facetowi. Nie wolno też mieszać pojęć – uprzejmie otwieranie drzwi nie jest przykładem antyfeminizmu, jest najzwyklejszym miłym gestem, który utarł się przez lata. Jak wiele innych. Feminizm i uprzejmość idą ze sobą w parze, a nie prowadzą walkę.

Pamiętajcie – mężczyźni i kobiety doskonale się uzupełniają. Kiedy będą działać na równi, wspierać siebie nawzajem i dążyć do tego samego celu, będziemy w stanie osiągnąć o wiele, wiele więcej.

 

Zobacz inne:

21 komentarzy

  1. A co ma zrobić mężczyzna, który nie ma ochoty być szarmancki i robić z siebie sługusa w imię kultury? Ja nie mam, ale robię to, bo społeczeństwo to na mnie wymusza. Dlaczego kobiety wyzwalają się z kolejnych stereotypów, a tego samego odmawiają mężczyznom. Savoir-vivre damsko-męski to zamaskowana forma nienawiści i wykluczenia skierowana do mężczyzn, stawiający nas na poziomie służby, tragarzy, posługaczy, niższych rangą szaraczków. Nienawidzę tej kultury do tego stopnia, że osoby rozpowszechniające czy propagujące takie treści, powinny moim zdaniem, odpowiadać tak samo jak kibole ubliżający osobom innego koloru skóry. Dla mnie nakaz otwierania drzwi kobiecie = ustąp miejsca białemu panu, Murzynie. Ciekawe, że gros kobiet, tutaj dyskryminacji nie widzi. Jeżeli nie nastąpią istotne korekty na poziomie dobrych manier, wszystkie hasła feministyczne uważam za cynizm w najczystszej postaci. Walczycie o równość – zejdźcie z piedestału!!!

    1. Jaki znowu nakaz??? Otwieranie drzwi to wyłącznie wolna wola. To, że jest włączona do savoir-vivre’u, to kwestia tego, że kiedyś ktoś pisał jakieś podręczniki zachowania (przypominam, że ongiś kobietom pisać nie było wolno, więc to nie ich wina), a kobiety były uznawane za słabeuszki, które należy oszczędzać (nie wspominając o tym, że jakaż to okazja do obejrzenia sobie damy od tyłu).
      Ja osobiście nie lubię, kiedy ktoś mi otwiera drzwi, bo – może to dziwne – wysiłek fizyczny, nawet taki drobny, sprawia mi frajdę. Przed drzwiami zwykle przyspieszam kroku i popisowo otwieram je sama. Chyba że mam ochotę akurat dyskretnie zakręcić biodrami przed kimś, to pozwalam mu otworzyć drzwi, ale to kwestia gry damsko-męskiej, na zupełnie innym poziomie relacji.
      W pracy unoszę się godnością i to dla mnie ciężka sprawa honoru, jeśli jakiś facet chce za mnie wykonać jakieś zadanie wymagające siły. Przeważnie radzę sobie sama, a jeśli już muszę prosić o pomoc, zwracam się do kobiet (a tak, w ramach łamania stereotypów).
      Zakupy noszę sobie sama, a robię czasem duże zakupy jedzenia, detergentów, książek, kociej karmy i żwirku. Sama ważę 55kg, a mój zakupowy rekord to jakieś 25kg. I nie, nie mam samochodu, po mieście chodzę pieszo, a do domu jeżdżę autobusem. I daję radę.
      Moim zdaniem prawdziwe dobre maniery wykazuje człowiek, który uszanuje, kiedy chcę coś zrobić sama, a nie wyskakuje mi z tekstem, że jestem kobietą i nie powinnam.
      A te stare podręczniki savoir-vivre’u pisali zacylindrowani dżentelmeni, spoglądając pobłażliwie na swoje ukoronkowane pieszczotki, więc nie wiń feministek o to, że społeczeństwo od wieków ma takie a nie inne utarte poglądy na coś.

  2. Dobry temat. Społeczeństwo po prostu nie rozumie tego pojęcia. Najgorzej, że nie rozumieją go same kobiety. Feministką zawdzięczamy to, jak wiele możemy. Piastować wysokie stanowiska, stosować antykoncepcję itd. Smutne jest to jak wiele osób w tym kraju jest ignorantami, i nawet nie próbuje się doszkolić w jakimś temacie.Ale pierwsi drą przysłowiowego ryja.

    1. Oczywiście, że to nie wina feministek. Ale mam już do nich pretensje, że taki stan rzeczy im odpowiada i nie chcą w tym aspekcie żadnych zmian. Albo nowoczesna kobieta z całym wachlarzem praw i obowiązków identycznych z mężczyznami albo XIX-wieczna wychuchana dama, ale bez żadnych praw. Wiele feministek, zwłaszcza tych bardziej liberalnych chciałoby jedno i drugie. Dla mnie szarmanckość to jest coś za coś. Inaczej jest moim zdaniem absolutnie nie do zaakceptowania. Albo inaczej, niech szarmanckość stanie się prywatną sprawą każdego mężczyzny i jego układu z partnerką, a nie społecznym wymogiem. Bo na razie wygląda to tak, że kobiety pod względem społeczno-prawnym są równe mężczyznom, a ich tradycyjne przywileje nie zniknęły. I nie ukrywam, że frustruje mnie taki stan rzeczy.

  3. Znam jedną feministkę które jest lesbijką, nie znoszącą facetów. Bywa i tak. Ktoś kto popatrzy na nią w sposób płytki i powierzchowny, wyrobi sobie stereotyp o wszystkich innych feministkach. Trzeba myśleć…myślenie przede wszystkim:)

  4. Mnie najbardziej irytuje powszechna opinia jakoby feminizm był ruchem tylko polskim, stworzonym przez desperatki, które chcą zrobić szum dookoła siebie. Tymczasem feminizm jest przecież ruchem międzynarodowym, w wielu krajach jest o wiele bardziej nasilony. Ale wielu woli krytykować bez ogarnięcia sprawy.

  5. To chyba wszystko bierze się z tego, że jak zobaczymy jedną przedstawicielkę „feminizmu” (w cudzysłowie, bo jak od wszystkiego zdarzają się wyjątki i potrafią to być niewyżyte kobiety nienawidzące mężczyzn i chcące jedynie więcej i lepiej niż płeć przeciwna. Bo tak.) to nabieramy przekonań, że tak wyglądają wszystkie feministki.
    I tak, to jest straszne, że nadal jesteśmy zamknięci na tę ideę. I fakt, sama zapytana o feminizm odpowiadam „popieram równouprawnienie, ale nie wyższość kobiet nad mężczyznami”, bo wydaje mi się, że jak tego nie dodam, to zostanę okrzyknięta wariatką. Chore. Pasowałoby to zmienić.

  6. Feminizm jako idea na przestrzeni lat przyniósł wiele dobrego, spowodował, że relacje na płaszczyźnie kobieta – mężczyzna i mężczyzna – kobieta stały się bardziej „uporządkowanie”, gdzie nie występują już tak rażące nierówności.Uważam, że feminizm w swoich założeniach nie jest zły, złe jest natomiast jego postrzeganie, nadmierne uproszczanie, bądź traktowanie feminizmu jako formę walki z mężczyznami. To jest najgorsze założenie z możliwych, które nie ma nic wspólnego z koncepcją feminizmu. Osobiście nie lubię, kiedy „sfrustrowane, ogarnięte nienawiścią do mężczyzn”, kobiety podaje się jako przykład feminizmu, ponieważ te kobiety wypaczają sens tej koncepcji i nie mają z nią nic wspólnego. Najważniejsze, aby w życiu we wszystkim zachować zdrowy rozsądek i nie ulegać skrajnościom niezależnie czego to dotyczy.

    1. A pokażesz mi przykłady kiedy „normalne” feministki odcinają się od tych socjopatek/wariatek/idiotek?
      Tego brakuje feminizmowi – troski o czystość w własnych szeregach :P A gdy jakieś dziwne istoty biegają i mówią o tym by z facetów zrobić niewolników, to potem się to odbija na „właściwym” feminizmie :D

      1. Problem polega właśnie na tym, że zwłaszcza media nie przedstawiają „normalnych” przykładów feministek, kreując w ten sposób obraz feministki – wariatki. Zdaję sobie też sprawę, że samo środowisko feministek ma problem z oddzieleniem się od skrajnych przypadków, co wpływa na ogólny odbiór tego środowiska, który w dużej mierze jest zniekształcony przez stereotypowe myślenie.

        1. Powiem wprost – wierzę, że naprawę świata należy zaczynać od najbliższego otoczenia. Jeżeli feministki nie potrafią odstrzelać działającej wbrew ich sposobowi myślenia osób z własnego grona, to zbyt daleko dalej feminizm nie podziała. Prędzej nastąpi jakiś regres.

          1. Dlatego podstawowym sposobem na to, aby idea feminizmu mogła
            się rozwijać na właściwym poziomie, nie w oparciu o uproszczone schematy jest
            przede wszystkim kształtowanie feminizmu u podstaw, tak, aby przestał być
            kojarzony walką z mężczyznami, a był kojarzony ze zrównaniem poziomu życia i
            możliwości, niezależnie od płci…

  7. A jakieś odniesienia do kuriozalnych wypowiedzi Ważnych Osób Dla Feminizmu za granicami naszego kraju to kiedy się pojawią? :)
    Bo wiesz, tam tego zdroworozsądkowego podejścia nie ma. Tam często pojawia się coś, co można bez kozery określić mianem „pragnienia zemsty”.

      1. Nie ja podpinam to pod feminizm, to „feministki” podpinają to pod feminizm. I to nie byle jakie. Głośne, mające realny wpływ na opinie. Polecam anglojęzyczne media społecznościowe, w tym olewanego w Polszy Twittera.

        Albo lepiej sobie odpuść. Dla własnego dobra.

        1. Emm… jak widzisz dresa z szalikiem Legii, zaczepiającego przypadkowych ludzi pytając „czy mają jakiś problem”, który deklaruje się jako wielki partiota, to automatycznie bierzesz wszystkich patriotów za oszołomów w dresach z kijami bejsbolowymi? Każdy może się deklarować jak tylko chce, problem w tym, że wiele z tych osób z danym ruchem nie ma nic wspólnego.

          1. W momencie kiedy widzę 150 kibiców, a 147 z nich to agresywni ludzie usiłujący wpuścić mi łomot, to uważam kibiców za patologię.
            Kiedy czytam przede wszystkim feministki, które by mnie zapędziły do kamieniołomu za fakt bycia mężczyzną, to uważam to za patologię.
            Feministki są, działają, ale ich nie słychać. W przeciwieństwie do patologii.

          2. Nie zrozumiałeś co napisałam. Czyli jeżeli widzisz stu kibiców którzy mówią, że są „wielkimi patriotami”, to uważasz patriotów za patologię? Kobiety, które zabiłyby Cię za bycie mężczyzną to szowinistki, nie feministki. A to, że one podpinają się pod feminizm nie jest powodem, żeby je tak nazywać. Ja też mogę powiedzieć sobie „jestem konserwatystką”, a później zachowywać się jak kompletny oszołom, czy weźmiesz wszystkich konserwatystów za kretynów, bo ktoś sobie coś tam wymyślił? Jeżeli nie potrafisz tego rozróżnić, to masz wyraźny problem.

  8. Wszystko super. Tylko – przynajmniej w moim środowisku – częściej przytaczane przykłady to niezbyt fortunne parytety i owo przepuszczanie w drzwiach widziane jako seksizm w krajach anglosaskich. I tu juz nie obala się tego tak łatwo.

    Ukłony, zwolennik równouprawnienia :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *