Czy mając „my” jest prościej, niż mając tylko „ja”?

Poniedziałek. Znowu. Dla wielu osób znienawidzony dzień tygodnia, dla innych po prostu znośny, a dla małej grupki ludzi „początek nowego”. Jasne, wszystko zależy od nastawienia, pracy, stanowiska. Ale czy poniedziałki różnią się czymś, kiedy nie musimy zmierzać się z nimi samodzielnie?

¯

ROK TEMU

Telefon dzwonił już trzeci raz. A przynajmniej tak mi się wydawało – miałam założone słuchawki i pracowałam, jak to w niedzielne wieczory bywa. Jednak wibracje był na tyle irytujące, że odłożyłam komputer, zwlokłam się z łóżka i sięgnęłam po komórkę.

– Kurwa mać, znowu jutro poniedziałek! Szlag mnie trafi! – na dzień dobry usłyszałam.

– No hej, fajnie, że dzwonisz – odparłam z przekąsem.

– Sorry, że tak bezpośrednio, ale ja już serio psychicznie nie wytrzymuję! Co niedzielę jest to samo – boli mnie żołądek, nie umiem się skupić, nie wiem, w co włożyć ręce. I to tylko dlatego, że jutro jest poniedziałek. No kurwa.

– Ale czy Tobie ten poniedziałek zrobił coś złego, że tak źle się czujesz?

– No ta pieprzona praca jest w poniedziałek.

– Tak samo, jak w kolejne cztery dni.

– No wiem, ale po weekendzie człowieka jakoś bardziej to dobija. W tygodniu jakoś to idzie, bo się przyzwyczajasz do bycia trybikiem.

– To po prostu zmień tę pracę, jak aż tak źle się czujesz.

– Ale to nie jest tak, że ja nie lubię samej pracy. Jest całkiem znośna. Ja wprost nienawidzę, że dzień w dzień muszę wstać o tej 7 rano, żeby potem odbębniać osiem godzin w biurze. A potem wracam do pustego domu i nawet nie mam komu wyżalić się na szefa!

– A., no tutaj to nie mam jak Ci pomóc. Wiesz, że zawsze możesz do mnie zadzwonić.

– Wiem, wiem, ale to nie to samo. Znasz te dni, kiedy chce Ci się płakać? Ot tak, bez powodu, jesteś przybita?

– Pewnie, że znam.

– To o takie dni mi chodzi. Że człowiek nie wytrzymuje sam ze sobą.

– Pamiętaj, że możesz zawsze do mnie dzwonić albo wpaść w razie potrzeby.

– Dziękuję.

 

DZISIAJ

Kiedy tylko zobaczyłam, kto dzwoni, od razu odebrałam. A. dawała takiego kopa, takiej energii do działania, że uwielbiałam z nią teraz rozmawiać.

– Cześć! Chciałam Ci się pochwalić, że jutro startuje nasz nowy projekt!

– Wow, gratulacje! Co tym razem?

– Otwieramy portal modowy! Ale coś, czego jeszcze w Polsce nie było. Nawet nie wiesz, jak się cieszę! Najfajniejsze jest to, że M. jest tak pomocny i mnie wspiera we wszystkim, to jest super!

A. jakiś czas temu rzuciła swoją pracę i założyła własną firmę. Już wiem, czemu się tak tam męczyła – żeby odłożyć na start własnego biznesu. Jednak z tego, co widzę, opłaciło jej się to. Do tego znalazła faceta życia, przy którym tak naprawdę dopiero zaczęła żyć. Byłam z niej dumna.

– A Ty jeszcze pamiętasz, jak zawsze narzekałaś na poniedziałki?

– Daj spokój! Teraz to właśnie ten dzień jest motywacją do robienia ciągle nowych rzeczy! A od kiedy mam M. żadnym dniem się nie martwię, bo kiedy źle się czuję, to po prostu mnie przytula. I wszystko staje się jakieś lepsze.

– Strasznie się cieszę, że tak Ci się poukładało, A. Naprawdę.

– Dzięki! A teraz lecę dopieszczać ostatnie poprawki, jutro startujemy!

 

Mimo tego, że sama jestem introwertykiem i znam ludzi, którzy doskonale radzą sobie w pojedynkę, wysunę śmiały wniosek – mając „my” zawsze jest prościej, niż mając samo „ja”. Każdy z nas potrzebuje takiej osoby, do której może zwrócić się w każdej chwili, której może wypłakać przy gorszym dniu i podzielić się radością przy sukcesie. Mając tego kogoś nawet poniedziałki przestają być złe.

Zobacz inne:

2 komentarze

  1. Nie zawsze się to sprawdza. Czasem takie „my” polega na tym, że jedna osoba wylewa swoje żale na drugą, no bo przecież „jest od tego’, żeby wspierać, ale już w drugą stronę to nie działa zupełnie. Wtedy przyjmuje się się podwójną dawkę… Ja niestety znam właśnie tą stronę tego medalu.

  2. Lubię to.

    Wiesz, że też sobie o tym pomyślałem? Ja jestem raczej optymistą, zdecydowanie introwertykiem (pjona!), ale czasami myślę sobie, że przydałby się ktoś do kogo można by się, tak po prostu przytulić. Czasami, ale tylko czasami się wyżalić – nie uważam, że partner powinien ciągle słuchać naszych żalów i zmartwień – lub po prostu być.

    Jej. Aleś trafiła w moją głowę ze tym tekstem. W myślach czytasz?! :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *